Ostrze¿enia: “pierwszy raz”, alkohol, przekleñstwa, scena erotyczna (mo¿na uznaæ za PWP), niewierno¶æ, brak kanonu, zignorowane ostatnie tomy HP, mój „pierwszy raz” w pisaniu Scenki
G³ównymi postaciami s± Harry i Snape; tak wiêc osoby, które nie lubi± tego pairingu (oraz zwi±zków homoseksualnych) nie znajd± tutaj nic interesuj±cego.
Ze wzglêdu na scenê erotyczn± opowiadanie dla doros³ych czytelników.
Pierwszy rozdzia³ mo¿na przeczytaæ
tutaj.
***
Opu¶cili Wie¿ê Astronomiczn±, kieruj±c siê prosto do lochów. Niestety by³a to do¶æ d³uga droga. Z najwy¿ej po³o¿onego miejsca w zamku do tego po³o¿onego najni¿ej... Ale Potter jako¶ sobie radzi³. Nawet, przechodz±c przy Wielkiej Sali, zdo³a³ skin±æ g³ow± znajomym, którzy byli do¶æ zdziwieni, widz±c go w towarzystwie Mistrza Eliksirów i ze wzglêdu na to nie starali siê nawet zagadaæ. Chocia¿ tyle dobrego.
Zeszli do lochów, minêli salê eliksirów i chwilê pó¼niej zatrzymali siê przed naturalnych rozmiarów portretem Justina Kinneya, pierwszego Mistrza Eliksirów.
—
Dosis letalis. — Snape powiedzia³ has³o, po czym pu¶ci³ swojego go¶cia przodem.
Harry zna³ dobrze te kwatery. W ci±gu ostatnich lat spêdzi³ tam wystarczaj±co du¿o czasu, by poznaæ je równie dobrze jak Wie¿ê Gryffindoru. Od razu zaj±³ miejsce w jednym z foteli w salonie, podci±gaj±c kolana pod brodê. Snape nawet nie zwróci³ mu uwagi na to, ¿e ci±gle ma na sobie buty. Podszed³ za to do barku i wyci±gn±³ butelkê ognistej whisky oraz dwie szklanki. Nie zamierza³ zmieniaæ planów, a s±dzi³, ¿e w obecnej sytuacji bêdzie potrzebowa³ tego jeszcze bardziej - zreszt± nie tylko on.
Postawi³ szklanki na stoliku i nala³ do nich trunku. Nastêpnie wypi³ swoj± porcjê i usiad³ na fotelu naprzeciwko Pottera, wpatruj±c siê w niego uwa¿nie. Nastolatek siedzia³, wpatrzony w przestrzeñ. Wygl±da³ tak, jakby by³ tu obecny tylko cia³em.
Severus nala³ sobie ponownie i tym razem powoli raczy³ siê napojem, czekaj±c, a¿ nastolatek sam zacznie rozmowê. Bez skutku.
— Potter, powiedz w koñcu, co siê sta³o, inaczej nic nie bêdziemy w stanie zrobiæ. To ma zwi±zek z panem Malfoyem, tak?
Harry zwróci³ na niego posty wzrok. Wyra¼nie widaæ by³o, ¿e ledwo siê powstrzymuje od ponownego wybuchu p³aczu.
— Czy naprawdê jestem a¿ tak beznadziejny? — ponownie zada³ swoje ostatnie pytanie. Mê¿czyzna nic nie powiedzia³, czekaj±c na dalsze s³owa. Wzi±³ tylko kolejny ³yk trunku, nie spuszczaj±c wzroku z nastolatka. — Powinienem siê wtedy zgodziæ, prawda? Przecie¿ w zwi±zku trzeba czasem i¶æ na ustêpstwa. Nawet je¶li nie by³em gotowy… Ale Draco by³by szczê¶liwy, prawda? — Brzmia³ tak, jakby tylko czeka³, a¿ Snape potwierdzi jego s³owa.
— Malfoy ciê do czego¶ zmusi³? — Wcze¶niejsza reakcja Pottera odwiod³a go od tego pomys³u. Jednak teraz, jego s³owa wskazywa³y na co¶ zupe³nie innego.
— Nie… Powiedzia³, ¿e nic nie szkodzi. Poczeka, a¿ oboje bêdziemy tego chcieli…
Mê¿czyzna zauwa¿y³ lekki b³ysk pod mask± zaklêcia. Potter znowu zacz±³ p³akaæ, wiêc Snape ró¿d¿k±, wypowiadaj±c cicho
Finite Incantatem. Jego oczom ponownie ukaza³a siê twarz nastolatka, tak zniszczona p³aczem. Nawet teraz z jego oczu sp³ywa³y ³zy. Nie takim strumieniem jak wcze¶niej, ale jednak.
— W czym wiêc problem? Nie powiniene¶ byæ szczê¶liwy, ¿e twój ch³opak okaza³ siê byæ tak wspania³omy¶lny i zaczekaæ z odebraniem niewinno¶ci Z³otego Ch³opca?
W sumie to by³ lekki szok dla mê¿czyzny. By³ pewien, ¿e nastolatek ow± niewinno¶æ odda³ ju¿ dawno temu - jeszcze przed Ostateczn± Bitw±.
— Nie wiedzia³em, ¿e dopóki nie bêdê gotowy, Draco bêdzie pieprzy³ siê z innymi! — W tej chwili z³o¶æ spowodowana wypowiedzi± profesora wygra³a z u¿alaniem siê nad sob±. Nastolatek podniós³ g³os, a ostatnie s³owa wykrzycza³ z takim gniewem, na jaki tylko by³o go staæ.
Snape za to zamar³ ze szklan± w po³owie drogi do ust. Czego¶ takiego siê nie spodziewa³.
Potter i Malfoy byli najpopularniejsz± par± w tej szkole. I najg³o¶niejsz±. Jasne by³o to, ¿e naprawdê siê kochali… je¶li istnia³o w ogóle co¶ takiego jak
mi³o¶æ. Zanim mogli siê w pe³ni cieszyæ sob±, musieli najpierw przetrwaæ rodziców m³odego arystokraty oraz nagonkê, jak± zgotowa³a im prasa. Równie¿ w szkole mieli do czynienia z wieloma nieprzyjemno¶ciami - szczególnie ze strony domów swojej
drugiej po³ówki.
Owszem, Snape wiedzia³, ¿e Malfoy nie jest wcale takim grzecznym ch³opakiem. Zanim zacz±³ spotykaæ siê z Potterem, by³ w wielu innych zwi±zkach, z dziewczynami i ch³opakami. Niektóre z nich by³y zaledwie jednonocnymi przygodami. Wygl±da³o jednak na to, ¿e dziêki Wybrañcowi blondyn siê uspokoi³. Teraz Snape wiedzia³, ¿e nie do koñca. Draco nie jest w stanie wytrzymaæ zbyt d³ugo na jednym kwiatku. Albo bez seksu.
Czy na pewno?
— Potter, sk±d takie przypuszczenia? — Mo¿e Potter jak zwykle ¼le co¶ zinterpretowa³ i teraz oka¿e siê, ¿e ca³a ta afera by³a o nic...
Zreszt± co mnie obchodzi prywatne ¿ycie uczniów?, spyta³ sam siebie, dopijaj±c whisky i ponownie nape³niaj±c szklankê. Mimo tego wiedzia³, ¿e nie mo¿e wypu¶ciæ dzieciaka w takim stanie. Nie, dopóki ten siê nie uspokoi. A jedyn± mo¿liwo¶ci±, by siê uspokoi³, by³a rozmowa.
— Widzia³em go… — szepn±³ Harry. Jego wzrok spocz±³ na drugiej szklance, stoj±cej na stoliku przed nim. — Powiedzia³, ¿e wychodzi na chwilê… My¶la³em, ¿e mo¿e… nie wiem… zaszyjemy siê gdzie¶, czy co¶… Wyszed³em wiêc trochê pó¼niej… Nie mog³em go znale¼æ. Dopiero gdy zajrza³em do opuszczonej klasy przy Wielkiej Sali… on… by³ tam. — Ponownie wygl±da³ tak, jakby obecne by³o zaledwie jego cia³o, umys³ za¶ gdzie¶ daleko, we wspomnieniach. — Mówi³ mi kiedy¶, ¿e by³ z Blaise'em, ale… ¿e to ju¿ dawno minê³o i teraz jestem tylko ja. A w tej klasie… — Zamkn±³ oczy. — Naprawdê, gdyby poczeka³ jeszcze trochê… w jaki¶ sposób da³ mi do zrozumienia, ¿e naprawdê chce… ja… A tam… To by³o takie okropne widzieæ to wszystko… Opowiada³, co by³o, zanim zaczêli¶my ze sob± chodziæ, ale widzieæ to wszystko na w³asne oczy… teraz, kiedy jeste¶my razem…
Ponownie otworzy³ oczy, chwyci³ swoj± szklankê z ognist± whisky i wypi³ zawarto¶æ jednym ³ykiem. P³yn podra¿ni³ jego prze³yk. Ch³opak, zakrztusiwszy siê, z impetem odstawi³ naczynie z powrotem na stó³ i z³apa³ siê za gard³o. Z oczu ponownie pop³ynê³y mu ³zy, jednak teraz przynajmniej z innego powodu.
Chwilê zabra³o mu uspokojenie siê. Snape za to, niewzruszony, przygl±da³ siê temu wszystkiemu bez s³owa. Odezwa³ siê dopiero wtedy, gdy nastolatek ponownie opar³ siê o oparcie swojego fotela, ju¿ spokojny.
— Potter, pamiêtaj, ¿e to nie jest sok dyniowy. — Wbrew swoim s³owom uzupe³ni³ zawarto¶æ szklanki zarówno swojej, jak i ch³opaka. — Jeste¶ pewien, ¿e dobrze zinterpretowa³e¶ to, co zobaczy³e¶?
Na twarzy Harry’ego zakwit³ kpi±cy u¶mieszek.
— Nie jestem tak g³upi, by nie rozpoznaæ dwóch pieprz±cych siê facetów. — Wzi±³ kolejny ³yk alkoholu, tym razem wolniej ni¿ poprzednio. I nie wypi³ ca³o¶ci na raz. — W sumie nawet idiota domy¶li³by siê, co oni robili. W koñcu wszystko by³o takie… — Kolejny ³yk. — Oni nawet jako¶ specjalnie siê z tym nie kryli. Pomieszczenie nie by³o wyciszone, drzwi zamkniête jedynie na klamkê… A oni… Merlinie… I Draco…
Dokoñczy³ whisky i odstawi³ szklankê na stó³.
— Potter?
Nastolatek nie zwróci³ uwagi na swojego profesora. Mówi³ dalej:
— Draco go… Na tej ³awce… tej samej, na której my jeszcze przedwczoraj… Naprawdê kocham Draco. Gdyby jeszcze trochê poczeka³… zgodzi³bym siê na wszystko. Prawdopodobnie nawet gdyby teraz powiedzia³, ¿e jest w takiej potrzebie… móg³bym siê zgodziæ. W koñcu mimo wszystko to chyba nic takiego. Seks uprawiaj± wszyscy. Tylko ja siê tego bojê.. — Ponownie spojrza³ w stronê swojego nauczyciela. — Czy to… boli?
Severus zdziwi³ siê pytaniem nastolatka. Spodziewa³ siê wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, ¿e ch³opak bêdzie szukaæ u niego porad dotycz±cych seksu.
Ponownie nala³ alkoholu do szklanek i natychmiast opró¿ni³ swoj±. Zanim odpowiedzia³ poczeka³, a¿ Potter pójdzie jego ¶ladem. To nie by³a rozmowa, któr± mo¿na przeprowadziæ na trze¼wo - a ju¿ na pewno nie w takim towarzystwie.
— Jak mniemam, masz tutaj na my¶li stosunek miêdzy mê¿czyznami. — Nie czeka³ na odpowied¼ nastolatka, choæ ten i tak kiwn±³ g³ow±. — Przy penetracji ból zawsze wystêpuje, jednak to, na ile go do¶wiadczysz, zale¿y od partnera - od jego rozmiaru, do¶wiadczenia, tego, ile czasu i wysi³ku w³o¿y w przygotowanie. Pan Malfoy ma wystarczaj±co do¶wiadczenia, by wiedzieæ, jak to wszystko powinno siê odbywaæ, oraz by uczyniæ to dla ciebie jak najbardziej komfortowym… prze¿yciem.
Jak nisko upad³, by rozmawiaæ o tym z Potterem? W ruch posz³y kolejne szklanki ognistej whisky.
Jak nisko upad³, by upijaæ swojego ucznia?
— Panie Potter… — Tak. Musi wyra¼nie podkre¶liæ granicê nauczyciel-uczeñ. — Nie s±dzê jednak, by¶ decyzjê o utracie swojej… niewinno¶ci… —
Merlinie… — podejmowa³ pod wp³ywem takiej presji. Powiniene¶ to dok³adnie przemy¶leæ i wiedzieæ, ¿e jeste¶ gotowy. Je¶li pan Malfoy tego nie akceptuje, nic na to nie poradzisz. Mo¿e powiniene¶ spróbowaæ z kim¶ innym?
Mê¿czyzna ponownie nala³ zarówno sobie, jak i nastolatkowi.
— Ale… Kocham Draco. A on kocha mnie… — Po g³osie Pottera s³ychaæ by³o, ¿e alkohol ma na niego coraz wiêkszy wp³yw. — Wie pan, ¿e nawet chce mi siê o¶wiadczyæ? Zrobi to na balu na zakoñczenie szko³y. Nie ma ¿adnego… innego. Jest tylko on.
— Nie ma wiêc nic, co mo¿esz zrobiæ, Potter. Pozostaje ci tylko wybaczyæ mu jego zachowanie. Mo¿esz te¿ udawaæ, ¿e niczego nie widzia³e¶...
— Tylko ¿e widzia³em! — Harry ponownie podniós³ g³os. — Chcia³em, by¶my oboje byli swoimi… pierwszymi. To by³by prawdziwy wyraz mi³o¶ci, prawda? Jednak on ju¿ wcze¶niej to robi³… z innymi. Oszywi¶… oczywiszcie nie mam nic przeciw… nawet nie powinienem mieæ, skoro to by³o zanim zostali¶my par±. On jednak wydawa³ siê byæ szczêszliwy, ¿e bêdzie moim pierwszym. Wiêc oboje powinni¶my poczekaæ… prawda? Na siebie. On szczególnie, skoro i tak ma to ju¿ sa zob±… - Spojrza³ na swojego nauczyciela z nadziej± w oczach, jakby jedyn± mo¿liw± odpowiedzi± mia³o byæ potwierdzenie jego s³ów.
— Nie zmienisz nikogo na si³ê, Potter. — Snape opró¿ni³ w³asn± szklankê. Nastolatek poszed³ w jego ¶lady, jednak nauczyciel nie nala³ wiêcej, widz±c, ¿e dzieciak jest coraz bardziej pijany. Wystarczy mu. — Malfoy ma swoje… potrzeby. Skoro jeste¶cie w zwi±zku, powinien poczekaæ, a¿ bêdziesz gotowy. Szczególnie je¶li obieca³, ¿e poczeka. Do ciebie nale¿y decyzja, co z tym zrobisz.
— Ja go kocham! Nie zerwê z ni-im! Ale to nieprawie… niesprawieni… niesprawiedliwe! Obieca³!
— I co zrobisz z tym fantem, Potter? Zorganizujesz wielkie przedstawienie pod tytu³em „Wybraniec robi wyrzuty swojemu ch³opakowi”? Tak, rzeczywi¶cie, prasa na pewno siê tym zainteresuje.
— To co w takim razie mam rozb… zrobiæ?! Udawaæ, ¿e nicz sziê nie wyrz… darzy³o?!
— Potter, nie bêdê ci mówiæ, jak masz siê zachowywaæ. To twój zwi±zek i to do ciebie nale¿y decyzja. Skoro co¶ sobie obiecali¶cie…
— W³a¶nie!
Ch³opak podniós³ siê z fotela tak nagle, ¿e straci³ równowagê i ponownie na niego opad³. Powtórzy³ próbê, tym razem z wiêkszym skutkiem.
— Tesz mu obieca³em, ¿e bêdzie moim piewr… pierwszym!
— Siadaj i przestañ siê wyg³upiaæ — warkn±³ Snape. ¦wietnie. Teraz bêdzie mia³ do czynienia z pijanym nastolatkiem.
Sam tego chcia³e¶, skarci³ siê. I po co nalewa³ mu alkoholu? — Co zamierzasz zrobiæ? Wyczarujesz transparent g³osz±cy, ¿e dasz przelecieæ siê pierwszej napotkanej osobie? Na pewno bêdzie kolejka chêtnych do zer¿niêcia Ch³opca, Który Wygra³…
— Wiêc co mam zor… zrobiæ?!
Nagle na jego twarzy pojawi³ siê szeroki u¶miech. Oczy, choæ z pewnym trudem, skupi³y siê na twarzy swojego profesora.
Kolejny genialny pomys³ Z³otego Ch³opca?
Harry, podpieraj±c siê stolikiem, okr±¿y³ mebel i podszed³ do mê¿czyzny. Ten nie spuszcza³ uwa¿nego wzroku ze swojego ucznia, zastanawiaj±c siê, co te¿ wpad³o nastolatkowi do g³owy. Cokolwiek to by³o, mia³ wra¿enie, ¿e mu siê to nie spodoba.
— Potter? — W g³osie Snape’a pobrzmiewa³a niepewno¶æ, gdy zobaczy³, jak pijacki u¶miech na twarzy ch³opaka jeszcze siê powiêksza, a on sam nie sta³ d³ugo przy fotelu. Podszed³ bli¿ej, zatrzymuj±c siê miedzy mê¿czyzn± a stolikiem. — Potter? — powtórzy³, gdy Harry i tam nie posta³ d³ugo.
Nastolatek nic nie odpowiedzia³. Przytrzymuj±c siê jednego z pod³okietników, by utrzymaæ równowagê, umo¶ci³ siê na kolanach profesora, albo raczej opad³ na nie z ca³ym impetem, ostatecznie ow± równowagê trac±c.
— Potter! — wykrzykn±³ mê¿czyzna, jednak Harry nie zwróci³ na niego uwagi. Krêci³ siê tak, by znale¼æ jak najwygodniejsz± pozycjê. W pewnej chwili omal nie zlecia³ na pod³ogê, w ostatnim momencie owijaj±c ramiona wokó³ szyi Snape’a. Mistrz Eliksirów by³ zbyt zszokowany, by zareagowaæ w jakikolwiek sposób.
Nim siê spostrzeg³, nastolatek siedzia³ okrakiem na jego kolanach, obejmuj±c go, z twarz± niebezpiecznie blisko jego w³asnej. T± rozpromienion± twarz±, pijackim u¶miechem i oczami przys³oniêtymi mgie³k± alkoholu...
— Jeste¶ kompletnie pijany — warkn±³. — Jutro bêdziesz zawstydzony swoim zachowaniem. Dlatego teraz radzê ci doprowadziæ siê do porz±dku i wyj¶æ, zanim zrobisz co¶, czego naprawdê bêdziesz ¿a³owa³.
Zdj±³ rêce Harry’ego ze swojej szyi, a nastêpnie odepchn±³ go lekko od siebie. Niestety, dla nastolatka „pod wp³ywem” nawet tak ma³a czynno¶æ by³a zgubna. Zachwia³ siê i polecia³by do ty³u, gdyby d³onie mê¿czyzny nie z³apa³y go w ostatniej chwili przed upadkiem.
Potter jednak zdawa³ siê nie zwracaæ na to uwagi.
— Przecie¿ sam pan powie-edzia³, ¿e z kim¶ dowiat… do¶wiaszonym bêdzie dobrze. A pan jest na pewno dowiad… czony. I ja panu uf-fam… Pan nie zor… zrobw… zrobi³by mi kszyfdy, prawda? Poza tym pan tesz jessst gejem. Co panu szszkozi?
— Potter, równie dobrze móg³bym byæ twoim ojcem. Poza tym jestem twoim nauczycielem. Nie jestem odpowiedni± osob±, by byæ twoim pierwszym… kochankiem.
Potter i
kochanek w jednej wypowiedzi by³y do¶æ… dziwnym po³±czeniem. Severus musia³ jednak przyznaæ sam przed sob±, ¿e nie a¿ tak bardzo dziwnym, dopóki ten ch³opak siedzia³ mu na kolanach.
Nie mia³ kochanka ju¿ od d³u¿szego czasu. To nie na jego lata, by goniæ za przelotnymi, jednonocnymi znajomo¶ciami. Poza tym mia³ inne sprawy na g³owie ni¿ szukanie sta³ego partnera. Jak choæby szpiegowanie Czarnego Pana.... A pomys³ posiadania tak… m³odego, ponêtnego i powszechnie po¿±danego cia³a w swoich ramionach… nawet je¶li to zaledwie jednorazowa sytuacja… Taka szansa ju¿ siê nie powtórzy.
Nie. Jak widaæ i u niego wypity alkohol daje siê we znaki. Musia³ to przerwaæ, zanim naprawdê co¶ siê stanie.
— Jeszli pan mnie ssst±d wycz… wyrzuczi i tak pódj… pójdê do kogosz inego. Skoro Draco nie pocz-czeka³ na mnie, ja nie pocz-czekam na niego, o! Podjed… podejdê do piewsz… pierwszej leprzej osoby. I zor…zrobiê to. O! Wo³a³bym jednak zobr… zrobiæ to z kim¶, kogo znam. Lubiê. Sz-szanujê. Uwam. A ffiem, sze pan jest tak± obo… osob±. O!
— Potter… — szepn±³ Snape. Mia³ dziwne wra¿enie, ¿e to, co mówi ch³opak, jest prawd±. Pierwsz± rzecz±, któr± zrobi po wyj¶ciu z tych kwater, bêdzie zaci±gniêcie kogo¶ do ³ó¿ka. A tak siê sk³ada, ¿e s± w lochach. Domu ¦lizgonów. Potter nie móg³by trafiæ gorzej... — Wstañ — rozkaza³.
Harry opu¶ci³ g³owê, czuj±c, ¿e poleg³. Z ma³± pomoc± profesora uda³o mu siê wstaæ z jego kolan i utrzymaæ jako-tak± równowagê. Uchwyci³ siê ramienia mê¿czyzny i podszed³ z nim do jednej z szafek, która sta³a zaraz przy drzwiach. Snape wydawa³ siê szukaæ czego¶ w licznych fiolkach rozmieszczonych na pó³kach. Nastolatek by³ zbyt przygnêbiony odmow± profesora, by zwróciæ uwagê na to, co ten robi.
Nie móg³ jednak zignorowaæ fiolki podstawionej pod sam nos. Odruchowo chwyci³ j± i zachwia³ siê lekko, trzymaj±c teraz mê¿czyznê zaledwie jedn± rêk±.
— Wypij. — Us³ysza³ kolejne polecenie Mistrza Eliksirów. Bez s³owa wla³ zawarto¶æ do ust i prze³kn±³. Nie zwróci³ nawet uwagi na to, ¿e nie powinien piæ nic, je¶li nie wie, co to jest.
Jednak do¶æ szybko siê domy¶li³. W umy¶le powoli zaczê³o mu siê rozja¶niaæ, a upojenie alkoholem poczê³o mijaæ. Nagle zda³ sobie sprawê z sytuacji, w jakiej siê znajdowa³ i poczu³ siê strasznie g³upio.
Podniós³ wzrok na mê¿czyznê, który obrzuca³ go uwa¿nym spojrzeniem, jakby czekaj±c na jego nastêpny ruch. Mia³ nadziejê, ¿e Harry ucieknie z pomieszczenia? Nastolatek naprawdê chcia³ to zrobiæ. Ale… co by mu to da³o? Wróci³by do siebie, pop³aka³ w poduszkê, a potem wszystko by³oby tak jak dawniej? I ¿y³by ze ¶wiadomo¶ci±, ¿e okaza³ siê zbyt wielkim tchórzem, by zrobiæ cokolwiek w sprawie Draco?
A mo¿e, tak jak planowa³ jeszcze chwilê temu, da³by siê przelecieæ pierwszej napotkanej osobie tylko po to, by zrobiæ na z³o¶æ swojemu ch³opakowi? Jednak za nic nie móg³by oddaæ siê… ot tak. Zbyt mocno ceni³ siebie, by zrobiæ co¶ takiego bez namys³u.
A co ze Snape’em?
W ci±gu ostatnich lat mimo wszystko w jaki¶ sposób zbli¿yli siê do siebie. Potter ufa³ mê¿czy¼nie. Gotów by³ powierzyæ mu w³asne ¿ycie, i wiedzia³, ¿e Mistrz Eliksirów, choæ nigdy nie przyzna³by siê do tego na g³os, czu³ podobnie. By³ pewny, ¿e mê¿czyzna ¶wiadomie go nie zrani. Przynajmniej nie w… taki sposób. Owszem, czêsto go obra¿a³, rzuca³ ironiczne uwagi, odejmowa³ punkty czy dawa³ szlabany. Jednak gdy przychodzi³a potrzeba… Snape by³ przy nim. I pomaga³. Zawsze.
Je¶li z kim¶ mia³ dokonaæ swojej „zemsty” na Draco… To tylko z nim.
Dlatego, dopóki upojenie alkoholowe nie przejdzie mu zupe³nie, zabieraj±c resztki odwagi, i zanim on sam nie zmieni zdania… Odwróci³ siê w stronê mê¿czyzny, ponownie zarzuci³ mu rêce na szyjê, stan±³ na palcach, tak, by ich twarze znalaz³y siê mniej wiêcej na równym poziomie, i wpi³ siê w jego usta.
CDN
Napisz mi, jakiego czasownika tu brakuje, to to poprawiê:
Przyznam, ¿e obawia³am siê nieco sprawdzania Twojej pracy. Poprzedni± sprawdza³a Jadek i dopiero dzisiaj przeczyta³am pierwsz± czê¶æ. Nie jestem fank± ³±czenia Pottera ze Snapem, ani z Draco, tym bardziej, ¿e wiêkszo¶æ takich prac jest pozbawiona kanonu.
Ale jednak ta czê¶æ mi siê podoba. Jest zabawna, choæ Harry jest niebywale p³aczliw± bab±. Snape do pewnego momentu by³ taki, jakim go sobie wyobra¿a³am czytaj±c HP. Dopiero podczas wêdrówki Potter'a do jego kolan, Severus sta³ siê zbyt zagubiony w sytuacji.
Co do b³êdów, to musisz siê skupiæ nad czytaniem pracy po raz drugi, bo czasami zapominasz w³a¶nie o czasowniku, albo o ogonkach w literach, np. "±". Jednak poza tym masz naprawdê ³adny, lekki styl. Tylko powtórzenie mi siê jedno nie podoba³o, choæ wiem, ¿e by³ to celowy zabieg:
Jak nisko upad³, by upijaæ swojego ucznia?
Za to podoba³o mi siê bardzo to:
Czekam na kolejn± czê¶æ. Ju¿ wiemy, ¿e bêdzie gor±ca. ;D